BOHREN & DER CLUB OF GORE 4/13
Niedoceniony debiut zespołu, który całkowicie odcina się od poprzedniego brzmienia. Chociaż czy na pewno? Początek nie zachwyca, jest minimalistycznie, a jedyne co słyszymy to delikatne muśnięcia strun basowych i znikoma rytmika. Jednak „Gore Motel” skrywa kilka niespodzianek, które sprawiają, że jest to wyjątkowy album w ich dyskografii. Podoba mi się jego doomowa aura oraz subtelne smaczki pokazujące, że ... read more
BOHREN & DER CLUB OF GORE 3/13
Taki trochę ulep paru pomysłów: jeden numer dark jazzowy, którego kontynuacja znajdzie się na oficjalnym debiucie, drugi to drone metalowy instrumental, który niczym szczególnym nie powala, a trzeci utwór jest mieszanką pierwszego i drugiego. Mamy tutaj jazzową rytmikę, ale też szumiący i mocno sludge’owy bas, który rozsadza bębenki. To wydawnictwo traktowałbym raczej z przymrużeniem oka jako ... read more
BOHREN & DER CLUB OF GORE 2/13
To demo to właściwie lost media, a szkoda, bo jedyny zachowany numer z tej kasety o bardzo niskim nakładzie jest świetny. Rozlewająca się melodia po uszach wraz z głębokim psychodelicznym wokalem i tym charakterystycznym kasetowym szmerem tworzy coś, co sprawiło, że usilnie próbowałem znaleźć całość. Niestety bez sukcesu.
BOHREN & DER CLUB OF GORE 1/13
Śmieszne jest to, że mało kto wie, od czego ten zespół zaczynał, a kiedy już się dowie, to trudno w to uwierzyć. Radykalna zmiana gatunkowa pionierów mrocznego jazzu jest jeszcze bardziej ekstremalna niż popularniejszy przykład Ulver, którzy najpierw wydawali klasyki norweskiego black metalu, a potem nagle odcięli się od tego i poszli w stronę synthpopu oraz trip hopu. Jednak będąc zupełnie szczerym, pierwsze demo ... read more
Powrót po ponad trzech dekadach, i to w dodatku w formie thrash metalu, który należy do moich najmniej ulubionych podgatunków, a jednak ten album to kopalnia niespodzianek: świetnych riffów, zmian tempa oraz wielu groovy zagrywek.
Coś jest niezwykle pięknego w tym żartem mówiąc najkrótszym atmosferycznym sludge’owym albumie w historii. Totalnie mnie to powala na łopatki, ale nie umiem powiedzieć nic więcej. Bardzo udana kolaboracja.
Kolaboracja zespołu tworzącego eksperymentalny grindcore z noise'owym celebrytą, który masowo produkuje od lat niesamowicie miałkie kompozycje? Pierwsza połowa jest naprawdę niezła i żal mi obniżać ocenę za drugą część tej płyty.
Podoba mi się momentami kosmiczna i mocno przestrzenna atmosfera na tym dziele Wilsona. Ogólnie to wielki festiwal umiejętności muzycznych, które artysta najlepiej pokazuje w zakresie progresywnego rocka. Chociaż tym razem jest tu więcej symfonii oraz jazzu, wszystko spina się w bardzo dobry kawałek soczystej muzyki dla smutnych nerdów.
Myślałem, że to będzie totalny wysryw, patrząc po absurdalnej nazwie zespołu, a okazało się, że przez przypadek odkryłem naprawdę niezły deathcore w klimacie wyciągniętym z ery MySpace. No i ta nowsza wersja okładki jest naprawdę ładna.
Jeden z najlepszych albumów relaksacyjnych, jakie słyszałem. Mroczne, deszczowe i minimalistyczne dźwięki tworzą uspokajającą melodię, a dubowo‑techno rytmy dodają im głębi i wprowadzają słuchacza w trans. Warto pamiętać, że album składa się z dwóch części. Druga, trudniej dostępna do odsłuchu, to typowo ambientowa aranżacja pierwszej, oparta głównie na nagraniach natury. Również świetna i klimatyczna, ale prowadząca w zupełnie inny ... read more
Ładny, lo-fi zimowy ambient uwielbiany przez fanów black metalu, robiony przez black metalowego artystę. Miłe dla ucha, ale pod koniec zaczyna trochę nudzić.
Jak dla mnie ten album jest niedoceniany. Jest w nim dużo awangardy i przypomina mi ‘Island’, ale w bardziej agresywnym wydaniu. I dlaczego wokalista tak rzadko używa swojego niskiego wokalu, który według mnie jest naprawdę mocarny, zwłaszcza na późniejszych wydaniach?
Dobra, jego album według mnie był lekko overhated, ale to gówienko jest takim gównem.
Kinny to raper, który moim zdaniem zaliczył jeden z największych upadków w historii polskiego main’a. Wiem, że ten gościu potrafi, ma niezły głos, a bitowo też zazwyczaj jest u niego w porządku, ale całościowo jego projekty brzmią jak radiowa kakofonia, tym razem z dużą, seksualną nawiązką, która aż skręca. I mówię to jako gościu, który lubi sobie posłuchać takiej zboczonej muzy. Więc tak, stwierdzam, że ROAD TO FURIA EP jest do ... read more
Jestem zbyt ograniczony na tego schizoluszka. Idk, poprzednie albumy bardziej do mnie trafiały.
Pierwsza część Hotline Miami podobała mi się zdecydowanie bardziej, ale jeżeli chodzi o kwestię soundtracku, dwójka zwycięża. Oczywiście OST jedynki również jest ikoniczną kompilacją synthowych numerów klimatem nawiązujących do lat 80. i 90., ale to soundtrack do dwójki wygrywa o wiele mroczniejszym, industrialnym klimatem i ma masę utworów, które są już klasykami. To genialny przykład dzieła, przy którym ludzie ... read more
Może patrzę na to z sentymentu, ale hity z tego soundtracku to jedne z najlepszych numerów R&B i w ogóle jedne z najlepszych w muzyce popularnej. Myślałem, że ocenię to jeszcze wyżej, ale to wydawnictwo zawiera wszystko, co było na soundtracku, nawet najmniej istotne utwory w tle, czego czasami nie jestem fanem.