Bardzo przyjemny album i w odsłuchu i w tekście. Jan Rapowanie zaprasza nas do swojego kręgu cierpienia, leków i depresji. Są kawałki słabsze, ale są te lepsze, a nawet bardzo dobre. Mimo, że Jan nawija, że nie nadaję się do "świata dorosłych", to uważam, iż Artysta jest jednym z tych dojrzalszych (zwłaszcza porównując go do innych raperów ze stajni SB). Odsłuch albumu był fajną przygodą i na pewno będę wracał do tego krążka.
Po prostu bangla!
Album nie ma nacisku na zmiany poglądów, czy ukazaniem jakichś wartości. Album ma banglać i ma lecieć na słuchawkach na basicowych playlistach. Mimo, że w sumie teksty nie różnią się za bardzo, do tego co ukazuje np. Oki, czy Igi, to wg. mnie jeśli chodzi o technikę rapowania i muzyczność kawałków o Otso na tym albumie zjada ich. Jest to pod tym względem dobry album.
Nie ma tu może bengerów. Nie ma tu może mega wyniosłych słów zapadających w pamięć, czy wchodzących do ucha bitów. Ale mamy za to podróż do przeżyć autora jako Rapera i wchodzącego w dorosłość młodego człowieka. Ten album nie ma być brzmiącym, ale autentycznym. Nie jest nudny, jest tu jakaś różnorodność, ale ona schodzi na dalszy plan, bo na głównej scenie jest niegotowość autora do odpowiedzialnego świata dorosłych. Autor ... read more
Kolejna reedycja żenady.
Ciężko pojąć, że niektórzy ludzie definiują słuchalny rap z Gangiem Albanii...
Ten album jak i poprzedni nie ma tak naprawdę nic do zaoferowania poza troglodyckimi tekstami przy hopsających bitach.
Młodzi odbiorcy m.in. przez taki album potem niszczą sobie życie
Muzyka na najwyższym poziomie nie potrzebuję "dobrzmień" w postaci słów, by z symbiozy stworzyć coś pięknego. Muzyka, nuty same są słowami. W tym przypadku też tak jest
Piękny soundtrack bazujący na Haldorafonie, który dopełnia tragizm jaki się dzieję w filmie. Czysta postać muzyki (bez flimu) potrafi się obronić i przenieść słuchacza w czarne odmęty swojego umysłu, przewijający jak na taśmie wspomnienia zatarte.
Z plusów: Różnorodność, Lanek
Z minusów: jechanie na tym samym (po raz trzeci), troglodyckie i infantylne teksty, sztuczność wyciekająca z vlogów, zbyt duża ilość piosenek, przez co album staję rozciągnięty to granic możliwości.
Gdyby utworzyć liste Polskiego Dziedzictwa Muzycznego, to ten album byłby na tej liście.
Może nie ma tyle treści, co Eternia Eldoki albo antysystemowych nurtów co prezentuje WWO, ale to nie oznacza, że ten album jest nijaki. Muzyka Klasyczna to dobre bity tworzone na fajnych samplach, super spokojne flow Pezeta, które są "produktami ubocznymi" przeżyć artysty. Album się nie starzeje dla mnie i dalej można go bez wstydu słuchać. Po prostu miły spędzony czas.
Mimo trochę jednostajnego rapowania, to płyta dla mnie jest bardzo dobra. Wszystko przez przekaz i teksty. Eldo jeśli chodzi o przekaz i formułowanie tych wartości w słowa jest w ścisłej topce. Przy okazji rapuję dosyć przyjemnie - przyjemniej niż Avi. Bardzo lubię ten album i będę do niego wracał jak najbardziej. Utożsamiam się z Artystą i cieszę się, że wydał taki krążek, w którym mogę pomyśleć i pochłonąć wartości.
Wpierw napomknę coś nieistotnego. Myślałem na samym starcie, że to będzie kolejny mainstreamowy shit, który nie jest przejawem
artystycznej woli, a produktem kładący fundamenty na trendy. Ciśnie się na usta "nie oceniaj książki po okładcę"
Album Szczyla jest przepiękny, ubrany w proste słowa, lecz za słowami kryję się mądrość i dojrzałość. Barwę głosu ma ciekawą, a bity dodają klimatu spokojnego, lekko melancholijnego i nostalgicznego.
... read more
"Chcesz brać, no to pierwsze bierz do buzi (buzi!)"
Nie wiem czy znaczna część raperów ma problem z usatysfakcjonowaniem seksualnym, czy o co chodzi
Poza chwytliwymi nutami, spoko atmosferą i wersami wpadającymi w ucho ten album nie ma nic więcej. To album typowy zrobiony pod viral. Ja rozumiem, że muzyka nie musi zawsze ze sobą nieść przekazu i treści, ale większość tekstów jest tak infantylna i nieciekawa. To jest powiedzmy ta sama półka co Kizo:
- "Ona ciągnie fiuta, ja tu z ziomem robie boom bap"
- "Gdy robili cię na drutach, wynosili cię na butach"
- "Biję ją po ryju pałą, jak ... read more
Kultowy album, który ugruntował Peje jako mocnego gracza polskiej sceny.
Wiele dobrych kawałków, które z uśmiechem zapisałem na playliście. Nie ma tu za wiele przekazu, czy wartosci, ale jest klimat, ulica i emanująca pewność siebie artysty. Fajnie się tego słucha, nie wieje nudą.
Dla wielu raperów z Polski to jest wzór dla naśladowania...
Niczego tu szczególnego nie ma, jest to toksyczny album, który niestety miał wpływ na wielu młodych ludzi. Nie rozumiem fenomenu i nie wiem jakim cudem to "dzieło" uzyskał status diamentowej płyty.